iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

Wyjść z cienia....
Wciąż w dołku życia - ale z nadzieją na lepszy czas

http://uciekamydoprzodu.blog.pl/category/zdrowie-psychiczne/ Inka

 

proces zmian

 

Ten zdyszany człowieczek to ja - w moim dotychczasowym życiu. Zaganiana, zapędzona, wciąż w biegu, jak to o mnie mówili sąsiedzi. Tak naprawdę to nie miałam czasu przystanąć i rozejrzeć się wokół. Nie znalazłam chwili dla siebie....Dziś wiem ,że był to wielki błąd, którego konsekwencje będę ponosić ja i moi bliscy przez wiele lat - jeśli nie przez całe życie....

 

Nagle człowieczek dostrzega, że stoi nad urwiskiem. Zauważcie, że on cały czas nad nim stał, tyle, że go nie widział, nie zauważał - był przecież taki zajęty. Człowieczek biegł do urwiska nieświadom, że ono tam w ogóle jest....Moim urwiskiem są kredyty męża, moment, w którym się o nich dowiedziałam. Szok, zdziwienie, rozpacz, strach - świadomość zagrożenia rodziny, niebezpieczeństwo jej rozpadu, konsekwencje finansowe.....i wreszcie najgorsze co może być....całkowicie bezkrytyczna postawa męża, jego wręcz niewyobrażalny brak poczucia wina czy choćby wstydu.....

 

Człowieczek zaczyna spadać......ja miotam się w tym wszystkim, mąż próbuje wmówić mi, że to wszystko jakoś odkręci, że będzie dobrze....jego informacje są jednak ogólnikowe, nie mają pokrycia z rzeczywistością.....boję się jego słów... nie ufam mu. Wiem, że mam długi...na razie dwa kredyty.....przychodzą wezwania do zapłaty. Pożyczam pieniądze od przyjaciółki, oddaję  biżuterię na spłatę pożyczek. I jeszcze naiwnie wierzę, że to były  tylko  te dwa ..

 

W życiu człowieczka pojawia się chaos.......  Okazuje się ,że tych pożyczek jest o wiele więcej, więcej niż mogę sobie wyobrazić.....jestem już w Biku, mam na głowie firmy windykacyjne.... a kredytów jest aż 59...nie wiem ile z nich jest spłaconych ile nie....Operacje finansowe na feralnym- moim koncie nie mają końca ani początku.....cyfry dwoją się i troją......panuje tam chaos.Pozostaje jednak jeden niezbity fakt...... wszystkie pożyczki zaciągnięte są na mnie...... Boże....nie mogę w to uwierzyć.......Czuję, że tracę kontrolę nad własnym życiem, że dawno już ją straciłam. Dochodzi do wielkiej kłótni między mną a mężem.....do karczemnej awantury...Drę się bez opamiętania..... stawiam ultimatum - albo sam idzie na  pójść na policję i się do wszystkiego przyznaje albo  niech  spłaca te wszystkie pożyczki. Daję mu do zrozumienia, że tego  nie wytrzymam, że przegiął na całej linii. Mąż obiecuje gruszki na wierzbie, wciska kit......Już nie wiem, gdzie jestem i kim jestem......To mnie obwinia za zaistniałą sytuację, dziecko płacze, jest przerażone........cisza.....nie mam już siły ani płakać ani krzyczeć......wychodzę.....

W ciągu następnych kilku dni tak naprawdę to nie wiem jak funkcjonuję...przypominam chyba bardziej robota niż człowieka......nie jem, nie śpię...tylko myślę i myślę.....głowa  pęka mi od tego wszystkiego. Wciąż pytam męża, kiedy spłaci te wszystkie kredyty i z czego....Czuję się jak zwierzę w potrzasku....Boże....co się stało z moim życiem?????

 

W końcu człowieczek ląduje na dnie przepaści - mąż podsuwa mi jakieś  umowy do podpisania, mam w nich oświadczyć, że to moje długi, a on te długi ode mnie łaskawie odkupi.......Mój własny mąż chce mnie dobić, wkopać na całego, udupić na cacy, a wszystko pod pozorem pomocy dla mnie......to już jest naprawdę koniec. Hello? Czy to się dzieje naprawdę???? Czy on mnie uważa za totalną idiotkę? Mam tego dość. Jadę do przyjaciółki potem do  mamy. Już wiem, co muszę zrobić.  Nie ma innego wyjścia, nie ma - wszystko inne jest tylko kłamstwem - całe moje życie  jest kłamstwem. Koniec z tym.....

Dosięgam dna, swojego dna - tam otwierają się mi oczy i widzę jak żałosne było moje dotychczasowe życie...jak bardzo siebie w nim niszczyłam, pozwalałam, by on je niszczył....Dlaczego zapomniałam o sobie? No właśnie dlaczego? Co jest we mnie takiego, że tak po prostu odpuściłam sobie swoje własne jedyne życie....Co jest w nim, że zrobił to co zrobił i to bez najmniejszych skrupułów...Zależność kata i ofiary....tak...już wiem, kto jest kim....

Człowieczek zaczyna wspinać się by wyjść z przepaści- podejmuję decyzję jedyną i nieodwracalną. Wiem, że teraz wszystko się zmieni, nie wiem czy na lepsze, ale wiem jedno - tak dalej być nie może. Składam doniesienie na policję o popełnieniu przestępstwa przez męża. Wiele mnie to kosztuje. Całą noc nie śpię. Mimo wszystko to ktoś bliski, a ja muszę na niego donieść. Boję się jego reakcji....Boję się potwornie, tego co zrobi....może mnie pobije....może zrobi coś dziecku......a może tak po prostu zwyczajnie mnie wyzwie.....każda opcja przeraża mnie....Podejmuję decyzję o rozwodzie, trafiam na dobrego prawnika. Jest mi lżej. Wiem, że mam wsparcie. Rodzina i przyjaciele są po mojej stronie, wierzą we mnie, udzielają mądrych rad, pomagają finansowo i psychicznie. Mam poczucie, że postępuję właściwie, że to ogromny krok naprzód w moim życiu - wierzę, że sprawiedliwość będzie po mojej stronie. Dopiero od tego momentu zaczynam czuć się sobą, już nikt mną nie steruje, nikt nie mówi co mam robić....Boże....jak dobrze być sobą.....

Człowieczek potyka się.....cały czas dziecko jest z mężem, chce z nim być, nie mogę tego zmienić ja tu- ono tam. Błagam i proszę- bez skutku. Decyzja jest jedna - chcę być z tatą. Jeżdżę zatem do dziecka, odwiedzam, wożę jedzenie, ubieram. Myślę, że z czasem zapragnie być ze mną.....mylę się.....dziecko się zmienia....oddala ode mnie.....zamyka się. Chce być tylko z tatą - nikt inny nie jest ważny.  Mąż zaczyna manipulować synem. Odcina go całkowicie od mojej rodziny. Ja nie mam prawa wstępu do jego mieszkania, ustala mi widzenia i to tylko w swojej obecności, strzeże dziecka jak Cerber, podważa każde moje słowo. Nie mogę dziecka nigdzie zabierać - zawsze ma wymówki. Tylko on jest decyzyjny - ja mam dawać kasę. Schemat rodem z małżeństwa..... Jestem kartana za niesubordynację. Zrobiłam coś przeciwko niemu,  a  to rzecz niewybaczalna..... znam zasady......czeka mnie wendeta. Jest mi ciężko, cholernie ciężko......każde spotkanie z synem i jego ojcem jest coraz trudniejsze....praktycznie jestem bezwolna, pozbawiona jakichkolwiek praw... Mąż decyduje również i o tym, jak długo ma trwać widzenie. Gdy tylko się zdenerwuje bierze syna i wychodzi, tak po prostu....jestem bezsilna. Już nie wiem jak rozmawiać z dzieckiem, jak do niego dotrzeć. Idę do psychologa - radzi skupiać się wyłącznie na emocjach dziecka, budować relację.......Ale na czym ją budować? Bo oto okazuje się,że cała przeszłość jest nieważna, praktycznie jej nie ma...Jest tylko dzisiaj...a dzisiaj ja jestem wrogiem...i trzeba mnie zniszczyć wszelkimi możliwym i sposobami.....A wierzcie mi...pomysłowość socjopaty nie ma granic......może zatem wydarzyć się wszystko....naprawdę wszystko.......

 

 

 

 

Komentarze (0)
Od nowa....czyli jak?

sięgnąć głęboko

do samego dna

odnaleźć fundamenty

siebie

zacząć od podstaw

postawić krok


jak to zrobić

wciąż nie wiem

Komentarze (0)
bywa i tak...

 

ugrzęzłam

w dniu wczorajszym

życiu

którego już nie ma

 

 



 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Komentarze (0)
Gdzieś daleko

 

 już nawet nie szukam

śladów motyla


przelewam się z dnia na dzień


nie czuję nic

w sen znikam


jestem  daleko


od siebie







 

Komentarze (0)
Najnowsze wpisy
2017-04-06 21:25 Socjopata w natarciu
2017-03-28 22:09 decyzje na dziś, jutro, na całe życie......
2017-03-22 19:29 Ruszaj w drogę
2017-03-14 05:15 dzień po dniu....
2017-03-01 17:33 ja...Tomasz niewierny
Kategorie
Ogólne