iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

Wyjść z cienia....
Chocholi taniec

 

motyl w tańcu

nogi łamie

tempa tego

nie wytrzyma


tylko czekasz

aż upadnie


cisza





 

Komentarze (0)
Ćma

Maleńka ćma

w lampy żar

szerokimi oczyma

wpatrzona


myśli że w niebie jest

a to przecież niewola

Komentarze (0)
Pytania do Boga

Czas dla mnie jest dziś przede wszystkim rozłąką z dzieckiem.....czasem, który biegnie bez niego, gdzieś obok i mam czasem wrażenie, że czas jakby stanął w miejscu.....Bo jest wciąż tak samo....co dzień ja jestem tu- a mój syn tam z ojcem socjopatą. I Bóg jeden wie co tam się dzieje, co ten człowiek mu wmawia, czego go uczy.....jedno jest pewne....niczego dobrego.....

Czas...zaciera to co było kiedyś.....dziecko już nie szuka kontaktu ze mną...nie potrzebuje... nie opowiada......no przynajmniej takie sygnały wysyła...Jest gdzieś daleko poza moim zasięgiem.....Tłumaczę sobie, że to wszystko przez tego socjopatę...że to on musiał mu czegoś naopowiadać...Tak sobie tłumaczę, ale nie wiem ile w jego zachowaniu jest wpływu ojca a ile jego samego?

I czy w ogóle dziecko w szponach socjopaty może być sobą???????

Czy socjopata ma tak przemożny i druzgocący wpływ na dziecko?????

Czy można kogoś tak odmienić, że wyprze się wszystkiego i wszystkich byleby przypodobać się ojcu-despocie??????????????????????

I czy będzie jeszcze tak jak kiedyś??????

Czy znów będziemy się śmiali z głupot????

Czy będziemy śpiewać i wariować???

Czy będziemy razem bałaganić i sprzątać???

Czy  będziemy razem czytać i  rozmawiać?????

Czy będziemy znów tacy jak kiedyś - jak przed tym całym zamieszaniem??????

Czy ja odzyskam syna? Boże odpowiedz mi chociaż na to....Czy dziecko powie do mnie mamo, tak jak kiedyś????Czy wreszcie skończy się ten cały koszmar????

Boże odpowiedz mi...daj znak....bo przecież musi być na tym świecie jakaś sprawiedliwość.....musi.......

Komentarze (0)
Czekając na wiatr....

Wracam z tak bardzo daleka

po tylu latach


kaleka


czekam na wiatr

niech porwie mnie

uniesie daleko

dalej niż kat swe szpony ma


dalej niż dziś


uleczy mnie wiatr

utwardzi mnie wiatr

siłę mi da


i wtedy wrócę

wrócę po Motyla....





 

 

Komentarze (0)
Kamieniu mego serca....

Kamieniu mego serca

co pozwalasz trwać

gdy nic już nie ma.....

 

Wśród zgliszczy

każesz trwać

 

Rośnij we mnie

Siłę daj

 

Komentarze (0)
T jak ......bycie Twardym

Słowo na dziś......T jak bycie twardym.

Tę umiejętność trenuję każdego dnia bez mojego dziecka a dni tych przybywa i przybywa......

Uczę się być twardą...po każdym telefonie, kiedy rozmowa z synem się nie klei, bo tuż obok niego stoi przecież  i baczy na wszystko socjopata......Taaak....on musi pilnować swej ofiary...by broń Boże nie zaczęła samodzielnie myśleć....,bo przecież nie może się wyrwać z jego szponów......

Krótkie odpowiedzi tak - nie, żadnej informacji.....bym nie wiedziała co tak naprawdę się tam dzieje......

"Muszę już kończyć......nic nie chcę....mam już plany z tatą.... nie pójdę z tobą na imieniny pani Ani"

...... Trudno....nie naciskam, bo wiem jak to się kończy......już tyle tego było....."Mamo nie zmuszaj mnie! Ja nie chcę!!!!!"

Mogę tylko wtedy powiedzieć, że go kocham..... ....tyle się już nauczyłam....żadnych pretensji...żadnych żalów.... więcej nic....odkładam słuchawkę i ziemia usuwa mi się spod nóg....

Czuję, jakbym przeżywała żałobę...żałobę po Kimś kogo nie ma...już nie ma w moim życiu......i tak za każdym razem. Czy ktoś mnie rozumie?????Czy ktoś wie jak to jest, gdy dziecko oddala się od ciebie o tysiące mil?????

Czy ktoś wie jak to jest wołać kogoś ,kto nic a nic nie słyszy??????

 

Dziś na przykład do spotkania z dzieckiem nie doszło, bo akurat kiedy przyjechałam poszli na zakupy....potem znowu nie....bo  dziecko o 18tej już się kąpało...i lipa...Nie ma dziecka! Nie ma!!!!

Dziadoju zszedł łaskawie  i zabrał ode mnie jedzenie dla dziecka.....już nawet na niego nie patrzę......jak najmniej kontaktu.....zero emocjonalne...nie dawać mu pożywki....nie dawać mu przesłanek....

Boże ....jestem kamieniem....staję się nim....obrastam od środka pancerzem by nie dopadło mnie zwątpienie....bym dala radę to wszystko znieść.....

 

Komentarze (0)
O manipulacji słów kilka....

A to fragmenty bardzo przydatnego artykułu o manipulacji. Naprawdę warto przeczytać!

http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,138262,16444030,Uwolnic_sie_od_zwiazku_z_manipulantem__Skoncz_z_zyciem.html

" Osoby manipulujące są bardzo spostrzegawcze. Wiedzą, kiedy partner zniesie jeszcze trochę, a kiedy nie i muszą się wstrzymać, dać mu czas odetchnąć. Spuszczają wtedy z tonu, stają się bardziej serdeczne, życzliwe, nawet żartują. Nie oznacza to jednak, że nagle zyskały wgląd w siebie i chcą się zmienić. Oznacza to tylko, że wyczuły, że jeśli przeciągną linę za daleko, możesz im się z niej urwać i stracą nad tobą kontrolę. A tego przecież nie chcą."

Gdy manipulant staje się milszy, jego partner wskrzesza w sobie kolejne pokłady cierpliwości, wyrozumiałości i miłości. To właśnie mechanizm, który chroni toksyczny układ przed rozpadem. Kiedy napięcie u partnera w końcu opadnie, manipulant nie będzie miał skrupułów - przystąpi do kolejnego ataku."

"O ile nie przestaniesz dawać, z czasem zatracisz własną tożsamość, aby stać się taką osobą, jak chce partner."

"Dopóki potrzebujesz potwierdzenia z zewnątrz, nie odpuścisz, nie odejdziesz. Tak długo, jak starasz się wpasować w zniekształcone ramy świata manipulanta, będziesz błądzić w labiryncie rozterek i zamieszania."

 

"Manipulantowi zupełnie nie po drodze z osobami, które są świadome siebie. On chce, żebyś realizował jego wizję, nie swoje czy wspólne, i posunie się do wszystkiego, aby tak się stało. Nie zawaha się użyć do tego zarówno pozytywnych bodźców nagradzających cię za oczekiwane przez niego zachowanie - prezentów czy komplementów, jak i negatywnych, karzących za obranie innej drogi - krzyku, milczenia."

 

"To nie osoby manipulujące trzymają na siłę przy sobie tych, którymi manipulują. To sami manipulowani trzymają siebie w tej relacji. Masz kontrolę nad wyborami, których dokonujesz. Nie masz kontroli nad wyborami, których dokonuje manipulujący partner."

 

 

 

Komentarze (0)
Pamiętajmy o Naszych prawach!

p://wiadomosci.onet.pl/prasa/sposoby-na-toksycznych-rozmowcow/8rvcj

Mogę docenić intencję stojącą za czyimś zachowaniem, jednocześnie nie akceptując tego zachowania.

Mam prawo wyrazić swoje zdanie bez pośpiechu i nacisku ze strony rozmówcy.

Jestem człowiekiem, więc mam prawo popełniać błędy i się na nich uczyć.

Twoje emocje nie kontrolują mojego zachowania, motywacji i emocji. To ja decyduję, jak się zachowam i będę się czuć.

Inni ludzie mogą czuć się źle, denerwować się lub smucić, jeśli tak zdecydują. Nie jest moim obowiązkiem powstrzymywanie ich od tego.

Ludzie mają prawo mnie nie lubić.

Mam prawo nie zaspokajać oczekiwań innych osób, jeśli nie chcę tego zrobić.

Komentarze (0)
Ja...matka

 

 

Ani te wszystkie kredyty, które mąż wziął na mnie, ani kłamstwa, którymi mnie karmił przez te wszystkie lata.....ani  nawet ten ciągły stres przed windykatorami nie bolą....Boli mnie mój syn....od czasu, gdy się postawiłam mężowi w sprawie finansowej , ten prawie całkowicie odseparował mnie od niego. Ktoś powie zaraz: no ale chwileczkę, przecież nie miał prawa jesteś w końcu matką.....

A guzik prawda....to ,że jestem matką jego dziecka nic dla niego nie znaczy i tak naprawdę na chwilę obecną mój mąż jest bezkarny....tak BEZKARNY w tej jak również i w innej sprawie (kredyty).

To on ma dziecko, to on decyduje o wszystkich sprawach z nim związanych, to on stawia warunki.....

Ja nic nie mogę zrobić, bo syn chce być z mężem, tak po prostu, chce mieszkać ze swoim tatą, który od czasu wyjścia na jaw tych wszystkich spraw kredytowych stał się najlepszym tata pod słońcem. wcześniej jakoś nie kwapił się do roli ojca a dziś...proszę wzór cnót wszelakich w pełnej okazałości......

To mąż wyznacza mi wizyty z dzieckiem i to zawsze w swojej obecności, ja nie mogę być z dzieckiem sam na sam, bo jak twierdzi mąż jestem niezrównoważona psychicznie....

26 czerwca mąż próbował mnie wyprosić ze swojej stancji a że ja nie chciałam wyjść bez dziecka to zaczął mnie wypychać siłą. ja zaczęłam krzyczeć ratunku i się zaczęło......mąż uderzył mnie - ja mu oddałam, i tak kilka rund a wszystko wśród mojego  wrzasku i oczywiście na oczach dziecka....no i tak zostałam wariatką.......bo chciałam dać kasy......

Nie dajesz kasy-  nie ma dziecka - Boże jakie to proste....

Tak więc teraz mam wizyty z dzieckiem i mężem oczywiście...no bo jak inaczej.... ojciec - założyciel musi być zawsze przy swym dziecku, musi go strzec, by czasami wyrodna matka nie przekazała mu jakiś niewygodnych informacji albo żeby go czymś nie przekupiła.....ooo..to byłoby najgorsze dla X.....wszak z syna ma profity i dobre prognozy finansowe na przyszłość.....alimenty......ach.....te alimenty.....dla X-a to prawdziwa fortuna i co najważniejsze za darmo.....

 

Mój syn....Boże.....nie wiem co ten podły socjopata z nim zrobił, ale mój syn...mówi do mnie jak nie-mój, patrzy na mnie jak nie -mój.....Bije od niego taka obojętność i taki chłód.....każde nasze spotkanie tak naprawdę niczego między nami nie zmienia a pokazuje tylko jak wielka przepaść jest między nami......tak....to boli....

I co ja mogę zrobić?????Każda wizyta trwa nie dłużej jak godzina, wymienimy kilka zdawkowych słów......mały nawet nie chce za bardzo ze mną rozmawiać....obserwuję tylko ich spojrzenia - ojca i syna - widzę te ironiczne miny jednego i drugiego.......czuję się jakbym była nikim....Wiem...że to mąż nim kieruje, syn jest tylko marionetką w rękach socjopaty, jest zmanipulowany.....

Syn neguje każde moje zdanie,  za każdym razem powołuje się na ojca... ja nie mam nic do powiedzenia..... mam tylko łożyć na dziecko i siedzieć cicho......

 

Tak......siedziałam cicho przez 10 lat i wiecie co......JA JUŻ NIE BĘDĘ CICHO !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Postanowiłam sobie ,że przetrwam to wszystko. Udowodnię, że to X wziął na mnie tych 59 przeklętych kredytów. Udowodnię, że podrabiał  moje podpisy w banku. I co najważniejsze odzyskam syna........cokolwiek by się działo i jakkolwiek byłoby mi trudno....odzyskam moje dziecko i nie pozwolę by taki socjopata je zmarnował i skazał na poniewierkę....

Boże, który jesteś tam wysoko w niebie,

daj mi siłę bym mogła to wszystko przetrwać.

Wlej w moje serce wiarę.

Daj pewność, że dobro musi pokonać zło.

Nie pozwól krzywdzić tego dziecka.

Ocal je.........

Każde zło ma swój kres i prędzej czy później się skończy.....wierzę w to głęboko i zaciskam zęby za każdym razem, gdy dostaję ciosy.......

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Komentarze (0)
Ojciec Wirgiliusz...

 Od dziesięciu lat jestem matką....takie ważne słowo; mama, chyba najważniejsze dla każdego człowieka.

Mnie wychowywała tylko mama, tak się akurat złożyło, że mój ojciec nie przykładał się do swoich obowiązków wobec rodziny i  moja mama rozwiodła się z nim.

Tak więc ja ojca nie miałam. Owszem mam w głowie wspomnienia z nim związane, ale do miłych to one nie należą.....

Pierwsze moje wspomnienie, które pamiętam do dziś z perspektywy dziecka, to nieoczekiwany przyjazd jakiegoś pana, od którego moja mama opędzała się jak mogła. Ja natomiast biegałam za nią trop w  trop, nie chcąc zostać z tym kimś sam na sam. Z tego wspomnienia pamiętam tylko strach....strach, że  ten ktoś mnie zabierze.....

Drugie wspomnienie.....leżę na wersalce i tak usilnie zamykam oczy, żeby nic przez nie nie zobaczyć. Udaję, ze śpię. Pan siedzi naprzeciwko mnie na krześle i coś do mnie mówi......Boże jak ja czekałam, aż sobie pójdzie.....

Jakie to były okropne wspomnienia. Moja mama nie wytłumaczyła mi, kim jest ten pan i czego ode m nie chce. Mówiła tylko, że to ojciec....Ojciec? Ojciec? A kim jest ten ojciec, skoro ja go nigdy nie miałam. Kim jest ojciec dla małej dziewczynki ?

Wiem, że mojej mamie było ciężko....całe życie pod górę.......a z moim ojcem było jej jeszcze ciężej,  sam rozwód okazał się wielkim cyrkiem, w którym główną rolę grał właśnie on. Ojciec nie zgadzał się na rozwód i już....tak więc wszystko się przeciągało, w końcu sąd rozwiązał to małżeństwo imama była wolna.....Oczywiście nie było się bez wyzwisk, którymi obsypał ją, gdy opuścili budynek sądu...

Ale w sumie  na tym się skończyło, ojciec dał sobie spokój z mamą i w sumie ze mną też, bo przyjeżdżał tylko do pewnego momentu, potem tego zaprzestał, z czego się cieszę, bo zaoszczędził mi stresów związanych ze swoją osobą.

Nie znałam go, nie chciałam go poznać. Był dla mnie i jest do dziś obcym człowiekiem. Nie da się nadrobić straconych lat, a już na pewno nie da się ich nadrobić tylko słowami i zapewnieniami, że jest się ojcem.

No i co z tego że jest czy był moim ojcem???? Dla mnie to słowo nic nie znaczy. Nie rozumiem jego znaczenia, bo nigdy to słowo nie było związane z kimś kogo znałam i  kochałam. Ten ktoś nigdy dla mnie nie istniał. Go po prostu nie było.....w moim życiu, w moich snach, w mojej pamięci.....Zostały tylko te obrazy....i ten strach, przed kimś, kogo nie znam a ten ktoś w jakiś niezrozumiały i niepojęty sposób jest ze mną związany....

W moje osiemnaste urodziny pojechałam na rozprawę do sądu, chodziło o alimenty, których nie płacił. Ojciec  nie przyjechał na rozprawę, napisał ,że ze względów zdrowotnych nie może. Całe szczęście.... Pamiętam najbardziej bałam się tego, ze go zobaczę....I pamiętam jeszcze wujka, który nerwowo rozglądał się po sądzie i pytał mnie co chwila Czy to ten??? A ja mojego ojca  przecież nie pamietałam....Komedia.,.....

 

Gdy miałam 19 lat mój ojciec do nas przyjechał.....Wyobrażacie sobie?

Pamiętam przyjechał taksówką, jak panisko jakieś....i wszedł do naszego domu jak gdyby nic.....dopiero wtedy go zobaczyłam naprawdę. Nawet się nie przedstawił, dziwna sytuacja, kiedy bez słów każdy wie o co chodzi....moja mama nie musiała nic mówić, po jej minie poznałam, że to musi być on...

 

Moje pierwsze wrażenie....jaki on do mnie podobny....czy raczej ja do niego...Rozmowa się nie kleiła, nie wiedziałam co mam mówić Okazało się, że jego matka zmarła i został siuę biedny sam, bez domu, bez pieniędzy na łasce i niełasce krewnych, którym najwyraźniej zawadzał Chodziło mu zatem o pomoc, to my mu mieliśmy pomóc....Nie wiem jak to się stało, ale w końcu wygarnęłam mu to całe jego ojcostwo, którym się tak szczycił i wyprosiłam z domu....Powiedział mi wtedy, że będę tego żałować.......I wiecie co, ja nie żałuję, nie żałuję dziada ani trochę......

Jego ostatnie podrygi, to jeszcze próba wyciągnięcia ode mnie alimentów....żałosne, facet  sam nie  płacił alimentów a chciał je uzyskać ode mnie swojej córki jedynej -jak sam napisał. Jego wniosek sąd oddalił i słuch o tatusiu zaginął.....mam tylko nadzieję, że na dobre.....bo na dzień dzisiejszy kłopotów mi wystarczy.....

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Komentarze (0)
1 | 2 |
Najnowsze wpisy
2017-04-06 21:25 Socjopata w natarciu
2017-03-28 22:09 decyzje na dziś, jutro, na całe życie......
2017-03-22 19:29 Ruszaj w drogę
2017-03-14 05:15 dzień po dniu....
2017-03-01 17:33 ja...Tomasz niewierny
Kategorie
Ogólne